
Szukając mieszkania najczęściej przeglądamy popularne portale z ogłoszeniami od deweloperów lub osób prywatnych. Rynek nieruchomości ma jednak jeszcze jedną, mniej oczywistą ścieżkę, która dla wielu osób okazuje się szansą na kupno lokalu znacznie poniżej ceny rynkowej. Mowa o przetargach i licytacjach. Nieruchomości sprzedawane w ten sposób pochodzą między innymi od gmin, spółdzielni mieszkaniowych czy komorników sądowych. Wokół przetargów narosło wiele mitów. Tym bardziej warto wiedzieć o nich coś więcej.
Przetarg – czyli co?
Wiele osób myśli, że przetargi są skomplikowane lub przeznaczone tylko dla dużych inwestorów. W rzeczywistości każdy, kto spełni warunki wskazane w ogłoszeniu, może wziąć w nich udział. Wymaga to jednak dobrego przygotowania i znajomości procedur. Na początek warto zrozumieć, kto i dlaczego sprzedaje nieruchomości w drodze przetargu. Działają w ten sposób gminy oraz spółki Skarbu Państwa, takie jak PKP czy Agencja Mienia Wojskowego. Samorządy nadal dość często wystawiają na sprzedaż zabudowę, której utrzymanie i remonty są dla nich nieopłacalne. Cena wywoławcza tego typu nieruchomości opiera się na operacie szacunkowym sporządzonym przez niezależnego rzeczoznawcę majątkowego. Często jest ona atrakcyjna, ale obecnie rzadko bywa drastycznie zaniżona.
Na drodze przetargu mieszkania sprzedają też spółdzielnie mieszkaniowe. Dzieje się tak zazwyczaj w dwóch sytuacjach. Gdy wygasło spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu z powodu długów poprzedniego lokatora lub jeśli lokal został wybudowany przez spółdzielnię i mieszkania są po prostu sprzedawane przez nią na wolnym rynku. Zasady takiego przetargu ustala spółdzielnia w swoim wewnętrznym regulaminie, a wygrywa ten, kto zaoferuje najwyższą cenę powyżej wywoławczej.









